
Kruk i Blacha to dwóch panów, którzy bezsprzecznie mają talent. Kłopot w tym, że ten talent jest praktycznie nie do sklasyfikowania. Na castingu pokazali zabawne show, podczas którego jeden z nich był piłką, a drugi udawał, że go kopie, podkładając równocześnie pod to różne dźwięki, oczywiście wydawane za pomocą ludzkiego aparatu gębowego. Kruk i Blacha zajmują się zarówno beatbox’em – która to sztuka pokazywana była w poprzedniej edycji Mam Talent przez Bladego Krisa – jak i tańcem, okraszając wszystko solidną dawką humoru. Ich główną działalnością jest właśnie taniec, wspólnie w duecie zajmują się nim przeszło 15 lat, bo już od 1993 roku. Kruk i Blacha prowadzą własną szkołę taneczną, a co więcej, posiadają licencje sędziowskie i sędziują zawody taneczne. Największą siłą tych dwóch chłopaków jest ich charyzma i widoczna między nimi chemia – doskonale się rozumieją i uzupełniają. Widać także, że Kruk i Blacha to prawdziwe bezdenne studnie pomysłów, efektownych i równocześnie śmiesznych. W półfinale zdobyli serca widzów, prezentując bardzo ciekawe, taneczne show, w którym pokazali swoją synchronizację i bliską ideału współpracę. Kruk i Blacha to talenty bardzo odmienne od tych, które do tej pory mieliśmy okazję zobaczyć w obu polskich edycjach Mam Talent. Ich oryginalność może być kluczem do sukcesu w finale – pozostaje nam czekać cierpliwie na to, co zdecydują się pokazać w tym decydującym etapie.

W zasadzie ciężko określić, jaką profesją para się ten uczestnik drugiej polskiej edycji programu Mam Talent. Marcin Marczewski zajmuje się pantomimą, opatrzoną odpowiednimi dźwiękami, adekwatnymi do historyjek, które chce nam opowiedzieć. Gdy na pytanie: “co nam pokażesz”, które padło na castingu, odpowiedział “będę lewitował z walizką”, jury i publiczność nie za bardzo chciała w to uwierzyć, co wydaje się w sumie uzasadnione. Jednakże kilka chwil później Marcin Marczewski zaprezentował zabawne show, które rozśmieszyło do łez jurorów. Jak słusznie stwierdził Kuba Wojewódzki, w tym programie rzadko co nie jest śmieszne. Marcin Marczewski był naprawdę zabawny. Warto również zwrócić uwagę na jego warsztat i kwestie techniczne – ten człowiek posiada niezwykłą świadomość własnego ciała, której nie powstydziłby się żaden tancerz, dzięki czemu w sposób bardzo wiarygodny może przedstawiać swoją sztukę. Marcin Marczewski czerpie swoje inspiracje ze starych filmów i teledysków zmarłego niedawno Michaela Jacksona. Oglądając jego występ można zauważyć elementy przystające właśnie do tych źródeł. Artysta jest bardzo pewny siebie, podkreśla, że nie dopuszcza do siebie myśli, że nie wygra tego programu. Wiary w swoje umiejętności dodaje mu na pewno fakt, że od prawie dziesięciu lat występuje w całej Europie, za każdym razem wzbudzając sympatię publiczności i otrzymując gromkie oklaski. Za pieniądze z wygranej chce stworzyć niemy film slapstickowy. Marcin Marczewski zna swoją wartość i jest zdeterminowany, aby wygrać. Dzięki temu można przypuszczać, że będzie chciał zaskoczyć publiczność i jury w następnym etapie, a to jest akurat bardzo pozytywne dla nas wszystkich, którzy zasiądziemy przed telewizorami w oczekiwaniu na jego występ.

Casting do drugiej edycji programu Mam Talent. Na scenie pojawia się dwóch bliźniaków, ubranych luźnie, w ciuchy znanej marki hiphopowej Stoprocent. Przedstawiają się – Marcel i Nikodem Legunowie. Jeden z nich siada przy fortepianie, drugi staje przy mikrofonie, na sali zapada cisza. Rozlegają się pierwsze dźwięki, płynące z instrumentu klawiszowego, a stojący przy mikrofonie bliźniak zaczyna śpiewać. Następuje chwila, której nikt się nie spodziewał – dźwięki wydobywające się z gardła tego chłopca są niczym delikatny balsam muzyczny, kojący skołatane nerwy i duszę. Po chwili dołącza do niego jego brat, dopełniając obrazu cudownego występu braci Legun. Zachwycone jury głosuje trzy razy TAK, a Kuba Wojewódzki, omijając zasady obowiązujące w Mam Talent, prosi o pierwszy w historii polskiej edycji tego programu bis. Obrazuje to niesamowite wrażenie, jakie wywołali swoim pokazem dwaj niepozorni bracia. Marcel i Nikodem Legunowie to młodziutcy chłopcy – zaledwie szesnastoletni, którzy śpiewają już od trzeciego roku życia. W swojej karierze mieli już okazję występować na całym świecie, przed rozproszoną po różnych krajach Polonią, ale nie tylko. W duecie czy z chórem, brali udział w międzynarodowych konkursach i operach. Osobiście gratulował im były już prezydent USA, George W. Bush. Obecnie, po ukończeniu gimnazjum, kontynuują w Koszalinie naukę śpiewu jako kontratenorzy. Uczą się również gry na fortepianie, co szczególnie lubi Nikodem. Jeszcze zapewne nieraz o nich usłyszymy, można być też pewnym, że zaskoczą nas i oczarują podczas półfinału.

The Beatles, czy też według ogólnie przyjętego spolszczenie – Beatlesi, uważani są za najbardziej popularny zespół muzyczny wszech czasów, chociaż występowali razem tylko przez dziesięć lat. Ich piosenki znane są w każdym zakątku świata, a muzyka tych czterech panów z Liverpoolu nadal wzbudza duże emocje, prawie takie same, jak przed przeszło pięćdziesięcioma laty. Do tej wielkiej tradycji Beatlesów postanowił nawiązać jeden z uczestników drugiej edycji programu Mam Talent – czeski zespół o nazwie The Beatles Revival. W składzie Ludek Maulis, Zbinek Maulis, Peter Lux i Jiri Tomsin wyglądają i brzmią niemal identycznie jak ich pierwowzory. The Beatles Revival występuje wspólnie od 1996 roku, prezentując swoje show w wielu krajach, m.in. we Francji, Polsce i na Węgrzech, w każdym miejscu wywołując ciepłe przyjęcie i zasłużony aplauz. Czeski zespół jest jednym z najlepszych odwzorowań legend znad rzeki Mersey. Właściwe brzmienie muzyki Beatlesów zapewniają starannie dobrane instrumenty, pochodzące sprzed kilkudziesięciu lat, mające maksymalnie przybliżyć piosenki The Beatles Revival do ich oryginału. The Beatles Revival występują w strojach z epoki – jeśli można tak to określić, także bez przyglądania się twarzom poszczególnych muzyków można ulec złudzeniu, że na scenie znajdują się legendy rock’a prosto z Liverpoolu. Zespół prosto z najpiękniejszego miasta Czech – z Pragi – w pełni zasłużył na awans do następnego etapu, swoim profesjonalizmem przywołując wspomnienia, związane z hitami Beatlesów.